Ez az oldal sütiket használ

A portál felületén sütiket (cookies) használ, vagyis a rendszer adatokat tárol az Ön böngészőjében. A sütik személyek azonosítására nem alkalmasak, szolgáltatásaink biztosításához szükségesek. Az oldal használatával Ön beleegyezik a sütik használatába.

Hírek

Sienkiewicz, Henryk: Quo Vadis (Quo Vadis Cseh nyelven)

Sienkiewicz, Henryk portréja

Quo Vadis (Lengyel)

Rozdział I

Petroniusz obudził się zaledwie koło południa i jak zwykle, zmęczony bardzo. Poprzedniego dnia był na uczcie u Nerona, która przeciągnęła się do późna w noc. Od pewnego czasu zdrowie jego zaczęło się psuć. Sam mówił, że rankami budzi się jakby zdrętwiały i bez możności zebrania myśli. Ale poranna kąpiel i staranne wygniatanie ciała przez wprawionych do tego niewolników przyśpieszało stopniowo obieg jego 1eniwej krwi, rozbudzało go, cuciło, wracało mu siły, tak że z elaeothesium, to jest z ostatniego kąpielowego przedziału, wychodził jeszcze jakby wskrzeszony, z oczyma błyszczącymi dowcipem i wesołością, odmłodzon, pełen życia, wykwintny, tak niedościgniony, że sam Otho nie mógł się z nim porównać, i prawdziwy, jak go nazywano: arbiter elegantiarum.

W łaźniach publicznych bywał rzadko: chyba że zdarzył się jakiś budzący podziw retor, o którym mówiono w mieście; lub gdy w efebiach odbywały się wyjątkowo zajmujące zapasy. Zresztą miał w swej insuli własne kąpiele, które słynny wspólnik Sewerusa, Celer, rozszerzył mu, przebudował i urządził z tak nadzwyczajnym smakiem, iż sam Nero przyznawał im wyższość nad cezariańskimi, chociaż cezariańskie były obszerniejsze i urządzone z nierównie większym przepychem.

Po owej więc uczcie, na której znudziwszy się błaznowaniem Watyniusza brał wraz z Neronem, Lukanem i Senecjonem udział w diatrybie: czy kobieta ma duszę - wstawszy późno, zażywał, jak zwykle, kąpieli. Dwaj ogromni balneatorzy złożyli go właśnie na cyprysowej mensie, pokrytej śnieżnym egipskim byssem - i dłońmi, maczanymi w wonnej oliwie, poczęli nacierać jego kształtne ciało - on zaś z zamkniętymi oczyma czekał, aż ciepło laconicum i ciepło ich rąk przejdzie w niego i usunie zeń znużenie.

Lecz po pewnym czasie przemówił - i otworzywszy oczy jął rozpytywać o pogodę, a następnie o gemmy, które jubiler Idomen obiecał mu przysłać na dzień dzisiejszy do obejrzenia... Pokazało się, że pogoda jest piękna, połączona z lekkim powiewem od Gór Albańskich, i że gemmy nie przyszły. Petroniusz znów przymknął oczy i wydał rozkaz, by przeniesiono go do tepidarium, gdy wtem spoza kotary wychylił się nomenclator oznajmiając, że młody Markus Winicjusz, przybyły świeżo z Azji Mniejszej, przyszedł go odwiedzić.

Petroniusz kazał wpuścić gościa do tepidarium, dokąd i sam się przeniósł. Winicjusz był synem jego starszej siostry, która przed laty wyszła za Marka Winicjusza, męża konsularnego z czasów Tyberiuszowych. Młody służył obecnie pod Korbulonem przeciw Partom i po ukończonej wojnie wracał do miasta. Petroniusz miał dla niego pewną słabość, graniczącą z przywiązaniem, albowiem Markus był pięknym i atletycznym młodzieńcem, a zarazem umiał zachowywać pewną estetyczną miarę w zepsuciu, co Petroniusz cenił nad wszystko.

Pozdrowienie Petroniuszowi! - rzekł młody człowiek wchodząc sprężystym krokiem do tepidarium - niech wszyscy bogowie darzą cię pomyślnością, a zwłaszcza Asklepios i Kipryda, albowiem pod ich podwójną opieką nic złego spotkać cię nie może.

- Witaj w Rzymie i niech ci odpoczynek będzie słodki po wojnie - odrzekł Petroniusz wyciągając rękę spomiędzy fałd miękkiej karbassowej tkaniny, w którą był obwinięty. - Co słychać w Armenii i czy bawiąc w Azji nie zawadziłeś o Bitynię?

Petroniusz był niegdyś rządcą Bitynii i co większa, rządził nią sprężyście i sprawiedliwie. Stanowiło to dziwną sprzeczność z charakterem człowieka słynnego ze swej zniewieściałości i zamiłowania do rozkoszy - dlatego lubił wspominać te czasy, albowiem stanowiły one dowód, czym by być mógł i umiał, gdyby mu się podobało.

- Zdarzyło mi się być w Heraklei - odrzekł Winicjusz. - Wysłał mnie tam Korbulo z rozkazem ściągnięcia posiłków.

- Ach, Heraklea! Znałem tam jedną dziewczynę z Kolchidy, za którą oddałbym wszystkie tutejsze rozwódki, nie wyłączając Poppei. Ale to dawne dzieje. Mów raczej, co słychać od ściany partyjskiej. Nudzą mnie wprawdzie te wszystkie Wologezy, Tyrydaty, Tygranesy i cała ta barbaria, która, jak twierdzi młody Arulanus, chodzi u siebie w domu jeszcze na czworakach, a tylko wobec nas udaje ludzi. Ale teraz dużo się o nich mówi w Rzymie, choćby dlatego, że niebezpiecznie mówić o czym innym.

- Ta wojna źle idzie i gdyby nie Korbulo, mogłaby się zmienić w klęskę.

- Korbulo! Na Bakcha! Prawdziwy to bożek wojny, istny Mars: wielki wódz; a zarazem zapalczywy, prawy i głupi. Lubię go, choćby dlatego, że Nero go się boi.

- Korbulo nie jest człowiekiem głupim.

- Może masz słuszność; a zresztą wszystko to jedno. Głupota, jak powiada Pyrron, w niczym nie jest gorsza od mądrości i w niczym się od niej nie różni.

Winicjusz począł opowiadać o wojnie, lecz gdy Petroniusz przymknął powieki, młody człowiek, widząc jego znużoną i nieco wychudłą twarz, zmienił przedmiot rozmowy i jął wypytywać go z pewną troskliwością o zdrowie.

Petroniusz otworzył znów oczy.

Zdrowie!... Nie. On nie czuł się zdrów. Nie doszedł jeszcze wprawdzie do tego, do czego doszedł młody Sisenna, który stracił do tego stopnia czucie, że gdy go przynoszono rano do łaźni, pytał: "Czy ja siedzę?" Ale nie był zdrów. Winicjusz oddał go oto pod opiekę Asklepiosa i Kiprydy. Ale on, Petroniusz, nie wierzy w Asklepiosa. Nie wiadomo nawet, czyim był synem ten Asklepios, czy Arsinoe, czy Koronidy, a gdy matka niepewna, cóż dopiero mówić o ojcu. Kto teraz może ręczyć nawet za swego własnego ojca!

Tu Petroniusz począł się śmiać, po czym mówił dalej - Posłałem wprawdzie dwa lata temu do Epidauru trzy tuziny żywych paszkotów i kubek złota, ale wiesz dlaczego? Oto powiedziałem sobie: pomoże - nie pomoże, ale nie zaszkodzi. Jeśli ludzie składają jeszcze na świecie ofiary bogom, to jednak myślę, że wszyscy rozumują tak jak ja. Wszyscy! Z wyjątkiem może mulników, którzy najmują się podróżnym przy Porta Capena. Prócz Asklepiosa miałem także do czynienia i z asklepiadami, gdym zeszłego roku chorował trochę na pęcherz. Odprawiali za mnie inkubację. Wiedziałem, że to oszuści, ale również mówiłem sobie: co mi to szkodzi! Świat stoi na oszustwie, a życie jest złudzeniem. Dusza jest także złudzeniem. Trzeba mieć jednak tyle rozumu, by umieć rozróżnić złudzenia rozkoszne od przykrych. W moim hypocaustum każę palić cedrowym drzewem posypywanym ambrą, bo wolę w życiu zapachy od zaduchów. Co do Kiprydy, której mnie także poleciłeś, doznałem jej opieki o tyle, że mam strzykanie w prawej nodze. Ale zresztą to dobra bogini! Przypuszczam, że i ty także poniesiesz teraz prędzej czy później białe gołębie na jej ołtarz.

- Tak jest - rzekł Winicjusz. - Nie dosięgnęły mnie strzały Partów, ale trafił mnie grot Amora... najniespodzianiej, o kilka stadiów od bramy miasta.

- Na białe kolana Charytek! Opowiesz mi to wolnym czasem - rzekł Petroniusz.

- Właśnie przyszedłem zasięgnąć twej rady - odpowiedział Markus.

Lecz w tej chwili weszli epilatorowie, którzy zajęli się Petroniuszem, Markus zaś zrzuciwszy tunikę wstąpił do wanny z letnią wodą, albowiem Petroniusz zaprosił go do kąpieli.

- Ach, nie pytam nawet, czy masz wzajemność -odrzekł Petroniusz spoglądając na młode, jakby wykute z marmuru ciało Winicjusza. - Gdyby Lizypp był cię widział, zdobiłbyś teraz bramę wiodącą do Palatynu, jako posąg Herkulesa w młodzieńczym wieku.

Młody człowiek uśmiechnął się z zadowoleniem i począł zanurzać się w wannie, wychlustywając przy tym obficie ciepłą wodę na mozaikę przedstawiającą Herę w chwili, gdy prosi Sen o uśpienie Zeusa. Petroniusz patrzył na niego zadowolonym okiem artysty.

Lecz gdy skończył i oddał się z kolei epilatorom, wszedł lector z puszką brązową na brzuchu i zwojami papieru w puszce.

- Czy chcesz posłuchać? - spytał Petroniusz.

- Jeśli to twój utwór, chętnie! - odpowiedział Winicjusz - ale jeśli nie, wolę rozmawiać. Poeci łapią dziś ludzi na wszystkich rogach ulic.

- A jakże. Nie przejdziesz koło żadnej bazyliki, koło termów, koło biblioteki lub księgarni, żebyś nie ujrzał poety gestykulującego jak małpa. Agryppa, gdy tu przyjechał ze Wschodu, wziął ich za opętanych. Ale to teraz takie czasy. Cezar pisuje wiersze, więc wszyscy idą w jego ślady. Nie wolno tylko pisywać wierszy lepszych od cezara i z tego powodu boję się trochę o Lukana... Ale ja pisuję prozą, którą jednak nie częstuję ani samego siebie, ani innych. To, co lector miał czytać, to są codicilli tego biednego Fabrycjusza Wejenta.

- Dlaczego "biednego"?

- Bo mu powiedziano, żeby zabawił się w Odysa i nie wracał do domowych pieleszy aż do nowego rozporządzenia. Ta odyseja o tyle mu będzie lżejsza niż Odyseuszowi, że żona jego nie jest Penelopą. Nie potrzebuję ci zresztą mówić, że postąpiono głupio. Ale tu nikt inaczej rzeczy nie bierze, jak po wierzchu. To dość licha i nudna książka, którą zaczęto namiętnie czytać dopiero wówczas, gdy autor został wygnany. Teraz słychać na wszystkie strony: "Scandala! Scandala!", i być może, że niektóre rzeczy Wejento wymyślał, ale ja, który znam miasto, znam naszych patres i nasze kobiety, upewniam cię, iż to wszystko bledsze niż rzeczywistość. Swoją drogą każdy szuka tam obecnie - siebie z obawą, a znajomych z przyjemnością. W księgarni Awirunusa stu skrybów przepisuje książkę za dyktandem - i powodzenie jej zapewnione.

- Twoich sprawek tam nie ma?

- Są, ale autor chybił, albowiem jestem zarazem i gorszy, i mniej płaski, niż mnie przedstawił. Widzisz, my tu dawno zatraciliśmy poczucie tego, co jest godziwe lub niegodziwe, i mnie samemu wydaje się, że tak naprawdę to tej różnicy nie ma, chociaż Seneka, Muzomusz i Trazea udają, że ją widzą. Mnie to wszystko jedno! Na Herkulesa, mówię, jak myślę! Ale zachowałem tę wyższość, że wiem, co jest szpetne, a co piękne, a tego na przykład nasz miedzianobrody poeta, furman, śpiewak, tancerz i histrio - nie rozumie.

Żal mi jednak Fabrycjusza! To dobry towarzysz.

Zgubiła go miłość własna. Każdy go podejrzewał, nikt dobrze nie wiedział, ale on sam nie mógł wytrzymać i na wszystkie strony rozgadywał pod sekretem. Czy ty słyszałeś historię Rufinusa?

- Nie.

- To przejdźmy do frigidarium, gdzie wychłodniemy i gdzie ci ją opowiem.

Przeszli do frigidarium, na środku którego biła fontanna zabarwiona na kolor jasnoróżowy i roznosząca woń fiołków. Tam siadłszy w niszach wysłanych jedwabiem, poczęli się ochładzać. Przez chwilę panowało milczenie. Winicjusz patrzył czas jakiś w zamyśleniu na brązowego fauna, który przegiąwszy sobie przez ramię nimfę szukał chciwie ustami jej ust, po czym rzekł:

- Ten ma słuszność. Oto co jest w życiu najlepsze. - Mniej więcej! Ale ty prócz tego kochasz wojnę, której ja nie lubię, albowiem pod namiotami paznokcie pękają i przestają być różowe. Zresztą każdy ma swoje zamiłowania. Miedzianobrody lubi śpiew, zwłaszcza swój własny, a stary Scaurus swoją wazę koryncką, która w nocy stoi przy jego łożu i którą całuje, jeśli nie może spać. Wycałował już jej brzegi. Powiedz mi, czy ty nie pisujesz wierszy?

- Nie. Nie złożyłem nigdy całego heksametru. - A nie grywasz na lutni i nie śpiewasz?

- Nie.

- A nie powozisz?

- Ścigałem się swego czasu w Antiochii, ale bez powodzenia.

- Tedy jestem o ciebie spokojny. A do jakiego stronnictwa należysz w hipodromie?

- Do Zielonych.

- Tedy jestem zupełnie spokojny, zwłaszcza że posiadasz wprawdzie duży majątek, ale nie jesteś tak bogaty jak Pallas albo Seneka. Bo widzisz, u nas teraz dobrze jest pisać wiersze, śpiewać przy lutni, deklamować i ścigać się w cyrku, ale jeszcze lepiej, a zwłaszcza bezpieczniej jest nie pisywać wierszy, nie grać, nie śpiewać i nie ścigać się w cyrku. Najlepiej zaś jest umieć podziwiać, gdy to czyni Miedzianobrody. Jesteś pięknym chłopcem, więc ci to chyba może grozić, że Poppea zakocha się w tobie. Ale ona zbyt na to doświadczona. Miłości zażyła dość przy dwóch pierwszych mężach, a przy trzecim chodzi jej o co innego. Czy wiesz, że ten głupi Otho kocha ją dotąd do szaleństwa... Chodzi tam po skałach Hiszpanii i wzdycha, tak zaś stracił dawne przyzwyczajenia i tak przestał dbać o siebie, że na układanie fryzury wystarczy mu teraz trzy godziny dziennie. Kto by się tego spodziewał, zwłaszcza po Othonie.

- Ja go rozumiem - odrzekł Winicjusz. - Ale na jego miejscu robiłbym co innego.

- Co mianowicie?

- Tworzyłbym wierne sobie legie z tamtejszych górali. To tędzy żołnierze ci Iberowie.

- Winicjuszu! Winicjuszu! Chce mi się prawie powiedzieć, że nie byłbyś do tego zdolny. A wiesz dlaczego? Oto takie rzeczy się robi, ale się o nich nie mówi nawet warunkowo. Co do mnie, śmiałbym się na jego miejscu z Poppei, śmiałbym się z Miedzianobrodego i formowałbym sobie legie, ale nie z Iberów, tylko z Iberek. Co najwyżej, pisałbym epigramata, których bym zresztą nie odczytywał nikomu, jak ten biedny Rufinus.

- Miałeś mi opowiedzieć jego historię. - Opowiem ci ją w unctuarium.

Ale w unctuarium uwaga Winicjusza zwróciła się na co innego, mianowicie na cudne niewolnice, które czekały tam na kąpiących się. Dwie z nich, Murzynki, podobne do wspaniałych posągów z hebanu, poczęły maścić ich ciała delikatnymi woniami Arabii, inne, biegłe w czesaniu Frygijki, trzymały w rękach, miękkich i giętkich jak węże, polerowane stalowe zwierciadła i grzebienie, dwie zaś, wprost do bóstw podobne greckie dziewczyny z Kos, czekały jako vestiplicae, aż przyjdzie chwila posągowego układania fałd na togach panów.

- Na Zeusa Chmurozbiórcę! - rzekł Markus Winicjusz - jaki ty masz u siebie wybór!

- Wolę wybór niż liczbę - odpowiedział Petroniusz. - Cała moja familia w Rzymie nie przenosi czterystu głów i sądzę, że do osobistej posługi chyba dorobkiewicze potrzebują większej ilości ludzi.

- Piękniejszych ciał nawet i Miedzianobrody nie posiada - mówił rozdymając nozdrza Winicjusz.

Na to Petroniusz odrzekł z pewną przyjazną niedbałością:

- Jesteś moim krewnym, a ja nie jestem ani taki nieużyty jak Bassus, ani taki pedant jak Aulus Plaucjusz. Lecz Winicjusz usłyszawszy to ostatnie imię zapomniał na chwilę o dziewczynach z Kos i podniósłszy żywo głowę, spytał:

- Skąd ci przyszedł na myśl Aulus Plaucjusz? Czy wiesz, że ja, wybiwszy rękę pod miastem, spędziłem kilkanaście dni w ich domu. Zdarzyło się, że Plaucjusz nadjechał w chwili wypadku i widząc, że cierpię bardzo, zabrał mnie do siebie, tam zaś niewolnik jego, lekarz Merion, przyprowadził mnie do zdrowia. O tym właśnie chciałem z tobą mówić.

- Dlaczego? Czy nie zakochałeś się wypadkiem w Pomponii? W takim razie żal mi cię: niemłoda i cnotliwa! Nie umiem sobie wyobrazić gorszego nad to połączenia. Brr!

- Nie w Pomponii - eheu! - rzekł Winicjusz. - Zatem w kim?

- Gdybym ja sam wiedział w kim? Ale ja nie wiem nawet dobrze, jak jej imię: Ligia czy Kallina? Nazywają ją w domu Ligią, gdyż pochodzi z narodu Ligów, a ma swoje barbarzyńskie imię: Kallina. Dziwny to dom tych Plaucjuszów. Rojno w nim, a cicho jak w gajach w Subiacum. Przez kilkanaście dni nie wiedziałem, że mieszka w nim bóstwo. Aż raz o świcie zobaczyłem ją myjącą się w ogrodowej fontannie. I przysięgam ci na tę pianę, z której powstała Afrodyta, że promienie zorzy przechodziły na wylot przez jej ciało. Myślałem, że gdy słońce zejdzie, ona rozpłynie mi się w świetle, jak rozpływa się jutrzenka. Od tej pory widziałem ją dwukrotnie i od tej pory również nie wiem, co spokój, nie wiem, co inne pragnienia, nie chcę wiedzieć, co może mi dać miasto, nie chcę kobiet, nie chcę złota, nie chcę korynckiej miedzi ani bursztynu, ani perłowca, ani wina, ani uczt, tylko chcę Ligii, Mówię ci szczerze, Petroniuszu, że tęsknię za nią, jak tęsknił ten Sen, wyobrażony na mozaice w twoim tepidarium, za Pasyteją, tęsknię po całych dniach i nocach.

- Jeśli to niewolnica, to ją odkup. - Ona nie jest niewolnicą.

- Czymże jest? Wyzwolenicą Plaucjusza?

- Nie będąc nigdy niewolnicą, nie mogła być wyzwolona.

- Więc?

- Nie wiem: córką królewską czy czymś podobnym. - Zaciekawiasz mnie, Winicjuszu.

- Lecz jeśli zechcesz mnie posłuchać, zaraz zaspokoję twoją ciekawość. Historia nie jest zbyt długa. Ty może osobiście znałeś Wanniusza, króla Swebów, który, wypędzony z kraju, długi czas przesiadywał tu w Rzymie, a nawet wsławił się szczęśliwą grą w kości i dobrym powożeniem. Cezar Drusus wprowadził go znów na tron. Wanniusz, który był w istocie rzeczy tęgim człowiekiem, rządził z początku dobrze i prowadził szczęśliwe wojny, później jednak począł nadto łupić ze skóry nie tylko sąsiadów, ale i własnych Swebów. Wówczas Wangio i Sido, dwaj jego siostrzeńcy, a synowie Wibiliusza, króla Hermandurów, postanowili zmusić go by znów pojechał do Rzymu... próbować szczęścia w kości.

- Pamiętam, to Klaudiuszowe, niedawne czasy.

- Tak. Wybuchła wojna. Wanniusz wezwał na pomoc Jazygów, jego zaś mili siostrzeńcy Ligów, którzy, zasłyszawszy o bogactwach Wanniusza i zwabieni nadzieją łupów, przybyli w takiej liczbie, iż sam cezar Klaudiusz począł obawiać się o spokój granicy. Klaudiusz nie chciał mieszać się w wojny barbarzyńców, napisał jednak do Ateliusza Histera, który dowodził legią naddunajską, by zwracał pilne oko na przebieg wojny i nie pozwolił zamącić naszego pokoju. Hister zażądał wówczas od Ligów, by przyrzekli, iż nie przekroczą granicy, na co nie tylko zgodzili się, ale dali zakładników, między którymi znajdowała się żona i córka ich wodza.... Wiadomo ci, że barbarzyńcy wyciągają na wojny z żonami i dziećmi... Otóż moja Ligia jest córką owego wodza.

- Skąd to wszystko wiesz?

- Mówił mi to sam Aulus Plaucjusz. Ligowie nie przekroczyli istotnie wówczas granicy, ale barbarzyńcy przychodzą jak burza i uciekają jak burza. Tak znikli i Ligowie, razem ze swymi turzymi rogami na głowach. Zbili Wanniuszowych Swebów i Jazygów, ale król ich poległ, za czym odeszli z łupami, a zakładniczki zostały w ręku Histera. Matka wkrótce umarła, dziecko zaś Hister, nie wiedząc, co z nim robić, odesłał do rządcy całej Germanii, Pomponiusza. Ów po ukończeniu wojny z Kattami wrócił do Rzymu, gdzie Klaudiusz, jak wiesz, pozwolił mu odprawić tryumf. Dziewczyna szła wówczas za wozem zwycięzcy, ale po skończonej uroczystości, ponieważ zakładniczki nie można było uważać za brankę, z kolei i Pomponiusz nie wiedział, co z nią zrobić, a wreszcie oddał ją swej siostrze, Pomponii Grecynie, żonie Plaucjusza. W tym domu, gdzie wszystko, począwszy od panów, a skończywszy na drobiu w kurniku, jest cnotliwe, wyrosła na dziewicę, niestety, tak cnotliwą jak sama Grecyna, a tak piękną, że nawet Poppea wyglądałaby przy niej jak jesienna figa przy jabłku hesperyjskim.

- I co?

- I powtarzam ci, że od chwili gdy widziałem, jak promienie przechodziły przy fontannie na wskroś przez jej ciało, zakochałem się bez pamięci.

- Jest więc tak przezroczysta jak lampryska albo jak młoda sardynka?

- Nie żartuj, Petroniuszu, a jeśli cię łudzi swoboda, z jaką ja sam o mojej żądzy mówię, wiedz o tym, że jaskrawa suknia częstokroć głębokie rany pokrywa. Muszę ci też powiedzieć, że wracając z Azji przespałem jedną noc w świątyni Mopsusa, aby mieć sen wróżebny. Otóż we śnie pojawił mi się sam Mopsus i zapowiedział, że w życiu moim nastąpi wielka przemiana przez miłość.

- Słyszałem, jak Pliniusz mówił, że nie wierzy w bogów, ale wierzy w sny i być może, że ma słuszność. Moje żarty nie przeszkadzają mi też myśleć czasem, że naprawdę jest tylko jedno bóstwo, odwieczne, wszechwładne, twórcze - Venus Genitrix. Ona skupia dusze, skupia ciała i rzeczy. Eros wywołał świat z chaosu. Czy dobrze uczynił, to inna rzecz, ale gdy tak jest, musimy uznać jego potęgę, choć wolno jej nie błogosławić...

- Ach, Petroniuszu! Łatwiej na świecie o filozofię niż o dobrą radę.

- Powiedz mi, czego ty właściwie chcesz?

- Chcę mieć Ligię. Chcę, by te moje ramiona, które obejmują teraz tylko powietrze, mogły objąć ją i przycisnąć do piersi. Chcę oddychać jej tchnieniem. Gdyby była niewolnicą, dałbym za nią Aulusowi sto dziewcząt z nogami pobielonymi wapnem na znak, że je pierwszy raz wystawiono na sprzedaż. Chcę ją mieć w domu moim dopóty, dopóki głowa moja nie będzie tak biała, jak szczyt Soracte w zimie.

- Ona nie jest niewolnicą, ale ostatecznie należy do familii Plaucjusza, a ponieważ jest dzieckiem opuszczonym, może być uważana jako alumna. Plaucjusz mógłby ci ją odstąpić, gdyby chciał.

- To chyba nie znasz Pomponii Grecyny. Zresztą oboje przywiązali się do niej jak do własnego dziecka.

- Pomponię znam. Istny cyprys. Gdyby nie była żoną Aulusa, można by ją wynajmować jako płaczkę. Od śmierci Julii nie zrzuciła ciemnej stoli i w ogóle wygląda, jakby za życia jeszcze chodziła po łące porosłej asfodelami. Jest przy tym univira, a więc między naszymi cztero- i pięciokrotnymi rozwódkami jest zarazem Feniksem... Ale... czy słyszałeś, że Feniks jakoby naprawdę wylągł się teraz w górnym Egipcie, co mu się zdarza nie częściej jak raz na pięćset lat?

- Petroniuszu! Petroniuszu! O Feniksie pogadamy kiedy indziej.

- Cóż ja ci powiem, mój Marku. Znam Aula Plaucjusza, który lubo nagania mój sposób życia, ma do mnie pewną słabość, a może nawet szanuje mnie więcej od innych, wie bowiem, że nie byłem nigdy donosicielem, jak na przykład Domicjusz Afer, Tygellinus i cała zgraja przyjaciół Ahenobarba. Nie udając przy tym stoika krzywiłem się jednak nieraz na takie postępki Nerona, na które Seneka i Burrhus patrzyli przez szpary. Jeśli sądzisz, że mogę coś dla ciebie u Aulusa wyjednać - jestem na twoje usługi.

- Sądzę, że możesz. Ty masz na niego wpływ, a przy tym umysł twój posiada niewyczerpane sposoby. Gdybyś się rozejrzał w położeniu i pomówił z Plaucjuszem...

- Zbytnie masz pojęcie o moim wpływie i o dowcipie, ale jeśli tylko o to chodzi, pomówię z Plaucjuszem. jak tylko przeniosą się do miasta.

- Oni wrócili dwa dni temu.

- W takim razie pójdźmy do triclinium, gdzie czeka na nas śniadanie, a następnie, nabrawszy sił, każemy się zanieść do Plaucjusza.

- Zawsześ mi był miły - odrzekł na to z żywością Winicjusz - ale teraz każę chyba ustawić wśród moich larów twój posąg - ot, taki piękny jak ten - i będę mu składał ofiary.

To rzekłszy zwrócił się w stronę posągów, które zdobiły całą jedną ścianę wonnej świetlicy, i wskazał ręką na posąg Petroniusza, przedstawiający go jako Hermesa z posochem w dłoni.

Po czym dodał:

- Na światło Heliosa! Jeśli "boski" Aleksander był do ciebie podobny - nie dziwić się Helenie.

I w okrzyku tym było tyleż szczerości, ile pochlebstwa, Petroniusz bowiem, lubo starszy i mniej atletyczny, piękniejszy był nawet od Winicjusza. Kobiety w Rzymie podziwiały nie tylko jego giętki umysł i smak, który mu zjednał nazwę arbitra elegancji, ale i ciało. Podziw ów znać było nawet na twarzach owych dziewcząt z Kos, które układały teraz fałdy jego togi, a z których jedna, imieniem Eunice, skrycie go kochająca, patrzyła mu w oczy z pokorą i zachwytem.

Lecz on nie zwrócił nawet na to uwagi, jeno uśmiechnąwszy się do Winicjusza począł cytować mu w odpowiedzi wyrażenie Seneki o kobietach:

- Animal impudens... etc...

A następnie otoczywszy ręką jego ramiona wyprowadził go do triclinium.

W unktuarium dwie greckie dziewczyny, Frygijki i dwie Murzynki poczęły uprzątać epilichnia z woniami. Lecz w tejże chwili spoza uchylonej kotary od frigidarium ukazały się głowy balneatorów i rozległo się ciche: "psst" - a na to wezwanie jedna z Greczynek, Frygijki i dwie Etiopki, poskoczywszy żywo, znikły w mgnieniu oka za kotarą. W termach rozpoczynała się chwila swawoli i rozpusty, której inspektor nie przeszkadzał, albowiem sam częstokroć brał w podobnych hulankach udział. Domyślał się ich zresztą i Petroniusz, ale jako człowiek wyrozumiały i nie lubiący karać, patrzył na nie przez szpary.

W unctuarium pozostała tylko Eunice. Czas jakiś nasłuchiwała oddalających się w kierunku laconicum głosów i śmiechów, wreszcie uniósłszy wykładany bursztynem i kością słoniową stołek, na którym przed chwilą siedział Petroniusz, przysunęła go ostrożnie do jego posągu.

Unctuarium pełne było słonecznego światła i kolorów bijących od tęczowych marmurów, którymi wyłożone były ściany.

Eunice wstąpiła na stołek - i znalazłszy się na wysokości posągu, nagle zarzuciła mu na szyję ramiona, po czym odrzuciwszy w tył swe złote włosy i tuląc różowe ciało do białego marmuru, poczęła przyciskać w uniesieniu usta do zimnych warg Petroniusza.


Quo Vadis (Cseh)

KAPITOLA  I

 

Petronius se probudil stěží v poledne a jako obyčejně velmi unaven. Včera byl na hostině u Nerona. Protáhla se pozdě do noci. V poslední době přestávalo Petroniovi nějak sloužit zdraví. Sám o sobě říkával, že se ráno probouzí jakoby zdřevěnělý a neschopen soustředit myšlenky. Ale ranní koupel a důkladná masáž těla otroky, kteří v tom byli vycvičeni, zrych­lovaly postupně oběh jeho líné krve, probouzely ho, křísily, vracely mu síly, takže z oleothekia, to je z posledního oddě­leni lázni, vycházel ještě vždycky jako znovuzrozený, s očima zářícíma vtipem a veselím, omlazen, pin života, pin půvabu, nedostižný, že se s ním nemohl rovnat ani sám Otho, prostě skutečný arbiter elegantiarum, jak ho nazývali.

Do veřejných lázní chodíval zřídka: ledaže tam mluvil ně­jaký pozoruhodný rétor, o němž se hovořilo ve městě, anebo když se v efebilch konaly zvlášť zajímavé zápasy. Měl ostatně ve své insule vlastní thermy, které mu Celer, věhlasný společ­ník Severův, rozšířil, přestavěla zařídil s tak neobyčejným vkusem, že sám Nero přiznával, že jsou lepší než císařské, i když císařské lázně byly rozsáhlejší a zařízeny s nesrovnatelně větším přepychcm.

Probudiv se tedy pozdě po oné hostině, na které, unuděn již Vatiniovým šaškováním, zúčastnil se spolu s Neronem, Luca­nem a Senecionem diatriby, zda má žena duši, osvěžoval se nyní jako obyčejně v lázních. Dva obrovští balneatoři jej právě položili na cypřišovou mensu, pokrytou sněhobílým egypt­ským byssem, a dlaněmi namáčenými ve vonném oleji počali třít jeho hezky stavěné tělo. Čekal se zavřenýma očima, až teplo laconica a teplo jejich rukou přejde do něho a zbaví jej únavy.

Avšak po chvíli se dal do řeči. Otevřel oči a začal se vyptá­vat na počasí a pak na gemmy, které mu zlatník Idomen slíbil dnes poslat k prohlédnutí... Dozvěděl se, že počasí je hezké, že vane lehký vánek od AIbských vrchů a že gemmy nepřišly. Petronius přivřel opět oči a rozkázal, aby ho přenesli do tepidaria, když vtom vyhlédl zpoza závěsu nomenclator a oznámil, že Petronia přišel navštívit mladý Marcus Vinicius, který se právě vrátil z Malé Asie.

Petronius rozkázal, aby hosta uvedli do tepidaria, a sám se tam přestéhovaI. Vinicius byl syn jeho starší sestry, která se před lety provdala za Marca Vinicia, conslula za,Tíberiových časů. Mladík sloužil nyní pod Corbulonem proti Parthům, a vracel se po skončené válce do města. Petronius k němu cítil určitou náklonnost, která hraničila s láskou, protože Marcus byl hezký,  atleticky rostlý mladík a dovedl zároveň zahovávat ve zkaženosti jistou estetickou míru, a toho si Petronius vážil nade všecko.

„Pozdrav Petroniovi !“ řekl mladý člověk, vcházeje pružným krokem do tepidaria. „Kéž tě všichni bohové zahrnují štěstím, zvláště pak Asklepios a Kypris, protože pod jejich dvojí ochra­nou tě nemůže potkat nic zlého.“

„Bud vítán v Římě a kéž je ti odpočinek po válce sladký,“ odpověděl Petronius a vytáhl ruku ze záhybů měkké carbasso­vé tkaniny, do níž byl zavinut. „Co nového v Arménii? A když už jsi byl v Asii, nezavadil jsi náhodou o Bithynii?“

Petronius byl kdysi místodržitelem v Bithynii, ba co více, spravoval ji rázně a spravedlivě. Bylo to v podivném rozporu s charakterem tohoto člověka, proslulého svou zženštilostí a zá­libou v rozkoších — ale právě proto vzpomínal rád na ony do­by, protože byly důkazem, čím by mohl a dovedl být, kdyby se mu zlíbilo.

„Byl jsem v Herakleji,” odpověděl Vinicius. „Vyslal mě tam Corbulo s rozkazem přivést posily.”

„Ach, Herakles! Znal jsem tam jednu dívku z Kolchidy. Dal bych za ni všechny zdejší rozvedenky nevyjímaje Poppaeu. Ale to bylo dávno! Povídej raději, co nového před Parthskou zdí. Abych ti pravdu řekl, nudí mě všichni ti Vologesové, Tiri­datové, Tigranové a celá ta barbarská sebranka, která — jak tvrdí mladý Arulanus — chodí doma ještě po čtyřech a jen před námi si hraje na lidi. Ale nyní se o nich v Římě hovoří hodně, už proto, že je nebezpečné mluvit o něčem ji­ném.”

„Válka pokračuje špatně, a nebýt Corbulona, mohla by se změnit v porážku: ”

,,Corbulo! U Bakcha! To je opravdový bůh války, skutečný Mars: veliký vojevůdce, ale zároveň prchlivý, čestný a hloupý. Mám ho rád už proto, že se ho Nero bojí.”

„Corbulo není hloupý člověk.”

„Možná že máš pravdu, ale ostatně — to je všechno jedno. Hloupost, jak říká Pyrrhón, není o nic horší než moudrost a ničím se od ní neliší.”

Vinicius začal vyprávět o válce, ale když Petronius přivřel víčka, mladý člověk, vida jeho unavený a trochu pohublý obli­čej, změnil předmět hovoru a začal se ho s jistou starostlivosti vyptávat na zdraví.

Petronius otevřel znovu oči.

Zdraví!... Ne. Necítí se zdráv. Pravda, není ještě tak dale­ko jako mladý Sissena, který ztratil citlivost natolik, že když ho ráno přenášeli do lázní, zeptal se: „Sedím?” Ale zdráv Pe­tronius není. Vinicius jej před chvílí doporučil ochraně Asklepia a Kypridy. Ale on, Petronius, nevěří v Asklepia. Vždyť se ani neví, čí syn je ten slavný Asklepios, zda Arsinoin nebo Koroni­din, a je-li nejistá matka, co teprve říci o otci? Kdopak se může dneska zaručit třeba jen co do vlastního otce?

Zde se Petronius rozesmála pak pokračoval:

„Před dvěma lety jsem sice poslal do Epidauru tři tucty živých drozdů a kádinku zlata, ale víš proč? Řekl jsem si: pomůže nebo nepomůže — ale neuškodí. Jestliže lidé na světě přiná­šejí ještě bohům oběti, pak myslím, že všichni uvažují jako já, Všichni. Snad jen kromě poháněčů mulů, kteří se pronajímají pocestným u Porta Capena. Kromě s Asklepiem měl jsem také co dělat s asklepiady, když jsem vloni trochu stonal na měchýř. Konali za mne inkubace. Věděl jsem, že jsou to taškáři, ale zároveň jsem si, říkal: uškodit mi to nemůže. Svět stojí na sa­mém taškářství a život je iluze. Také duše je klam. Člověk musí mít však tolik rozumu, aby dovedl odlišit příjemné iluze od ne­příjemných. Ve svém hypocaustu dávám topit cedrovým dřivím posypaným ambrou, protože dávám v životě přednost vůním před zápachy. A pokud jde o Kypridu, jíž jsi mě do­poručil také, projevuje se její péče o mne tak, že mám píchání v pravé noze. Ale jinak je to dobrá bohyně. A tak se mi zdá, že i ty teď poneseš dříve či později bílé holubice na její oltář.

„Máš pravdu,” rekl Vinicius. „Vyhnuly se mi střely Parthů, ale zasáhl mě šíp Amorův... Docela neočekávaně, několik sta­dií před městskou branou.”

„U bílých kolen Charitek! Tohle mi musíš vyprávět, až bu­deš mít čas,” řekl Petronius.

„Však jsem tě přišel požádat o radu,” odpověděl Marcus.

Avšak vtom vešli epilátoři a začali se zabývat Petroniem. Marcus shodil tuniku a vstoupil do vany s vlažnou vodou, ne­boť Petronius ho pozval, aby se vykoupal.

„Ach, ani se tě neptám, opětuje-li tvé city,” řekl Petronius, prohlížeje si mladé Viniciovo tělo, které vypadalo jako vytesaně z mramoru... Kdyby tě byl viděl Lysippos, zdobil bys nyní jako socha mladého Herkula bránu do Palatinu.”

Mladý člověk se spokojeně usmála začal se nořit do vany, hojně při tom vyšplouchávaje teplou vodu na mozaiku zná, zorăzorňující Héru v okamžiku, kdy prosí Spánek, aby uspal Dia. Petronius naň hleděl spokojeným okem umělce.

Ale když se už dost vynadíval a oddal se zas rukám cpilátorů, vešel lector, na břichu bronzovou krabici a v ní svitky papyru.

„Chceš poslouchat?” zeptal se Petronius.

„Když je to tvé dílo, pak rád,” odpověděl Vinicius. „Ale jestliže ne, raději bych hovořil. Poetové přepadávají dneska lidi na každém nároží.”

„Máš pravdu. Nemůžeš jít kolem baziliky, kolem lázní, kolem bibliotéky nebo knihkupectví, abys tam neviděl poetu gestikulujícího jako opice. Agrippa, když sem přijel  z Východu, považoval je za blázny. Ale to je teď taková doba. Caesar píše verše, a tak jdou všichni v jeho stopách. Je jen zakázáno psát lepši verše než caesar. A právě proto se trochu bojím o Luca­na... Ale já píši prózou a tou ostatně nečastuji ani sebe samé­ho, ani jiné lidi. To, co měl lector číst, jsou codicilli toho ubožáka Fabricia Veientona.”

„Proč ubožáka?”

„Protože mu řekli, aby si zahrál na Odyssea a nevracel se domů až do nového nařízeni. Bude mít tu svou odysseu o to snazší než Odysseus, že jeho ženou není Penelopa. Nemusím ti, doufám, povídat, že to udělali hloupě. Jenže tady nikdo nebere nic jinak než povrchně ... Je to dost slabá a nudná kniha. Lidé ji začali náruživě číst, teprve když autora poslali do vyhnanství. Teď je slyšet ze všech stran: „Scandala, Scandala” Je možné, že některé věci si Veiento vymyslil, ale já znám město a znám naše patres a naše ženy, a proto tě ujišťuji, že to vše je bledší než skutečnost. Když se to tak vezme, každý tam teď hledá —sebe s obavami a své známé se škodolibou radostí. V Avirnově knihkupectví přepisuje tu knihu podle diktanda sto písařů. A její úspěch je zaručen.”

„Ty tam nejsi namočen?”

„Jsem, ale autor se nestrefil, protože já jsem předně horši a pak ne tak povrchní, jak mě vylíčil. Podívej se, my jsme tady už dávno ztratili cit pro to, co se sluší nebo nesluší. Mně samému se zdá, že když se to vezme doopravdy, není v tom takový rozdíl, i když Seneca, Musonius a Thrasea předstírají, že jej vidí. Mně je to všechno jedno! U Herkula, že povídám, co si myslím! Ale zachoval jsem si tu přednost, že vím, co je ošklivé a co krásné — a v tom se například náš měděnobradý básník, vozataj, zpěvák, tanečník a histrio — nevyzná.”

„A stejně je mi líto Fabricia! Je to dobrý společník.”

„Zahubila ho sebeláska. Kdekdo jej podezíral, nikdo nic pořádně nevěděl, ale on sám to nedovedl vydržet a rozšeptával to na všechny strany jako veliké tajemství. Slyšel jsi o Rufinově případu?”

„Ne.”

„Přejděme tedy do frigidaria, tam se ochladíme a tam ti o něm budu vyprávět.”

Přešli do frigidaria, v jehož středu tryskala vzhůru fontána zbarvená do světlerůžova a světlerůžova a šířící fialkovou vůni. Tam usedli do výklenků vystlaných hedvábím a začali se ochlŕzovat. Chvíli mlčeli. Vinicius hleděl nějaký čas zamyšleně na bronzového fauna, který si přehodil přes rameno nymfu a chtivě hledal svými ústy její rty; pak řekl:

„Ten to dělá správně. Tohle je v životě to nejkrásnější.”

„Víceméně! Ale ty kromě toho miluješ také válku, kterou já nemám rád, protože pod stany púkají nehty a ztrácejí svou růžovost. Ostatně — každý má v něčem zalíbení. Měděnobradý má rád zpěv, zvláště svůj vlastní, a starý Scaurus svou korintskou vázu, která stojí v noci u jeho lůžka a kterou libá, nemůže-li usnout. Celý okraj jí už vylíbal. A pověz mi, ty nepíšeš básně?”

„Ne. Nikdy v životě jsem nesložil jediný celý hexametr.” „A nehraješ na loutnu a nezpíváš?”

Ne.”

„A nejezdíš s vozem?”

„Závodil jsem svého času v Antiochii, ale bez úspěchu.”

„Pak tedy nemám o tebe starost. A ke které straně patříš v hippodromu?”

„K zeleným.”

Jsem tedy úpině klidný, zvláště proto, že i když máš velký majetek, nejsi přece jen tak bohatý jako Pallas nebo Seneca. Protože, abys věděl, u nás je teď dobře psát básně, zpívat za doprovodu loutny, recitovat a závodit v cirku, ale ještě lepší a zvláště bezpečnější je nepsat básně, nehrát, nezpívat a nezávodit v cirku. A nejlepší je obdivovat se, když tyto věci dělá Měděnobradý. Jsi hczký hoch může ti tedy hrozit snad jen to, že by se do tebe zamilovala Poppaea. Ale ona je na to příliš zkušená. Lásky si užila dost při svých dvou prvních mužích, při třetím jí jde o něco jiného. A víš, že ten hlupák Otho ji dosud k zbláznění miluje?... Chodí po hispanských skaliscích a vzdychá. Ztratil do té míry své dávné návyky a tak přestal dbát na sebe, že mu na úpravu účesu stačí teď pouhé tři hodiny denně. Kdo by se toho byl nadál, zvláště u Othona!”

Já ho chápu,” odpověděl Vinicius. „Alena jeho místě bych dělal něco jiného.”

„A co?”

„Sbíral bych si z tamějších horalů legie, které by mi byly věrné. Jsou to zdatní vojáci, ti Iberové.”

„Vinicie! Vinicie! Mám téměř chuti říci, že bys to nedovedl. A víš proč? Takové věci se dělají, ale nehovoří se o nich. Ani podmíněně. Pokud jde o mne, já bych se na jeho místě smál Poppaeji, smál bych se Měděnobradému a tvořil bych si legie, ale ne z Iberů, nýbrž z Iberek. A nanejvýše bych snad psal epi­gramy, které bych ostatně nikomu nepředčítal, tak jako ten ubohý Rufinus.”

„Chtěl jsi mi vyprávět o jeho případu.”

„Povím ti to v unctuariu.”

Ale v unctuariu přivábilo Viniciovu pozornost něco jiného — překrásné otrokyně, které tam, očekávaly koupající se mu­že. Dvě z nich, černošky, podobné nádherným sochám z ebe­nu, začaly natírat jejich těla jemnými arabskými voňavkami, jiné, dívky z Frygie, které se vyznaly v česání, držely v měk­kých a jako had ohebných pažích leštěná kovová zrcadla a hřebeny, další dvě, řecké dívky z ostrova Kóu, podobající se bohyním, čekaly jako vestiplicae, až nadejde chvíle, kdy budou tógy svých pánů skládat do důstojných záhybů.

„U Dia Hromovládného!” řekl Marcus Vinicius. „Jaký ty tu máš výběr!”

„Dávám přednost výběru-před počtem,”odpověděl Petro­nius. „Celá, má familia v Římě nečítá více než čtyřicet hlav. Myslím, že k osobní obsluze potřebují více lidí snad jen zbo­hatlíci.”

„Krásnější těla nemá snad ani Měděnobradý,” hovořil Vini­cius dále a chřípí se mu. rozšířilo.

Petronius odpověděl s jistou dávkou blahosklonné nedba­losti:

Jsi můj příbuzný a já nejsem ani tak neoblomný jako Bas­sus, ani takový puntičkář jako Aulus Plautius.”

Avšak Vinicius, uslyšev toto poslední jméno, zapomněl na chvíli na dívky z Kóu. Zvedl živě hlavu a zeptal se:

Jak sis tak vzpomněl na Aula Plautia? Víš o tom, že když jsem si před městem vykloubil ruku, strávil jsem více než deset dnů v jejich domě? Plautius jel v okamžiku, kdy se nehoda stala, právě kolem, a když viděl, že mám velké bolesti, vzal mě k sobě a tam mě jeho otrok, lékař Merión, vyléčil. Právě o tom jsem s tebou chtěl mluvit.”

„Proč? Nezamiloval ses náhodou do Pomponie?Jestliže ano, tak tě lituji: není to už žádná mladice a je přespříliš ctnost­ná. Nedovedu si představit nic horšího než takové spojení Brrr!”

„Kdepak do Pomponie! Eheu!” řekl Vinicius.

„Do koho tedy?”

„Kdybych já to věděl, do koho! Vždyť já ani pořádně ne­vím, jak se jmenuje: Lygie nebo Kallina? V Plautiově domě jí říkají Lygie, protože pochází z národa Lygů, ale má také své barbarské jméno Kallina. Je to podivný dům, těch Plautiů. Lidi se v něm rojí plno, ale ticho je tam jako v hájích v Subiacu. Řadu dní jsem nevěděl, že v tomto domě bydlí bohyně. Až jednou za svítání jsem ji spatřil, jak se myje u zahradní fontány. A přísahámti při pěně, z níž se zrodila Afrodita, že paprsky jitřního slunce prosvěcovaly její tělo. Měl jsem dojem, že jakmile slunce zmizí, musí se rozplynout ve světle, jako se rozplývá jitřenka. Od onoho dne jsem ji viděl ještě dvakrát a od onoho dne také nevím, co je klid, neznám žádné jiné tou­hy, nechci vědět, co mi může dát město, nechci ženy, nechci zlato, nechci korintskou měď ani jantar, ani perlovec, ani víno, ani hostiny, chci jen a jen Lygii. Říkám ti upřímně, Petronie, že po ní toužím tak, jak toužil po Pasitheji bůh spánku, zobrazený na mozaice ve tvém tepidariu, toužím po ní celé dny a noci.”

„Když je to otrokyně, tak ji oclkup.”

„Není otrokyně.”

„Co tedy je? Plautiova propuštěnka?”

„Nebyla nikdy otrokyní, a proto nemohla být propuštęna.”

„Co tedy?”

„Nevím: královská dcera nebo něco takového.”

„Vzbuzuješ ve mně zvědavost, Vinicie.”

„Chceš-li mě poslouchat, hned tvou zvědavost ukojím. Není to příliš dlouhý příběh. Ty jsi možná znal osobně Vannia, krá­le Suebů, který byl vyhpán z vlasti a žil dlouhou dobu tady v Římě, ba proslavil se dokonce štěstím ve hře v kostky a jako dobrý vozataj. Caesar Drusus ho uvedl opět na trůn. Vannius, v podstatě zdatný člověk, vládl zpočátku dobře a vedl šťastné války, ale později začal přespříliš odírat z kůže nejen sousedy, nýbrž i samé Sueby. A tak se Vangio a Sido, dva jeho brat­ranci, synové Vibilia, krále Hermandurů, rozhodli, že ho při­nutí, aby odjel opět do Říma... zkusit štěstí v kostkách.”

„Vzpomínám si, bylo to nedávno, za Claudia.”

„Ano. Vypukla válka. Vannius si přizval na pomoc Jazygy a jeho drazí bratránci Lygy. Ti, když uslyšeli o Vanniově bo­hatství, zvábeni nadějí na kořist, přitáhli v takovém počtu, že sám císař Claudius se začal obávat o klid na hranici. Claudius se nechtěl vměšovat do válek barbarů, .ale přesto napsal Ate­liovi Histerovi, který velel podunajské legii, aby bedlivě sledoval průběh války a nedovolil porušit mír u nás. Hister si tenkrát vyzádal od Lygů slib, že nepřekročí hranice. Lygové nejen souhlasili, nýbrž dali mu dokonce i rukojmí, mezi nimiž byla i žena a dcera jejich vojevůdce... Víš přece, že barbaři táhnoudo válek s ženami a dětmi... Nuže, má Lygie je dcera onoho vojevůdce.”

„Odkud to všechno víš?”

„Řekl mi to sám Aulus Plautius. Lygové tenkrát hranice sice nepřekročili, jenže barbaři přitáhnou jako bouřka a zase jako bouřka odtáhnou. Tak zmizeli i Lygové se svými tuřími rohy na hlavě. Porazili Vanniovy Sueby a Jazygy, ale jejich král padl. A proto odtáhli s kořistí a rukojmí zůstala v Histerových rukou. Matka brzy zemřela a dítě poslal Hister, nevěda, co s ním, místodržiteli celé Germanie Pomponiovi. Ten se po válce s Chatty vrátil do Říma, kde mu Claudius, jak víš, do­volil slavit triumf. Děvče šlo tenkrát za vítězovým vozem, ale po slavnosti nevěděl zase Pornponius, co s ní, protože rukojmí nemohl považovat za otrokyní, a tak ji nakonec dal své sestře Pomponii Graecině, Plautiově manželce. V tomto domě, kde vše, počínaje pány a konče drůbeží v kurníku, je ctnostné, vy­rostla i Lygíe v dívku bohužel tak ctnostnou jako sama Grae­cina, ale zároveň tak krásnou, že i Poppaea by vedle ní vypa­dala jako podzimní fík vedle jablka Hesperidek.”

„A dál?”

„Znovu ti povídám, že od okamžiku, kdy jsem viděl, jak u fontány prozařují paprsky její tělo, šíleně jsem se zamiloval.”

,,Je tedy průzračná jako lamprida nebo jako mladá sar­dinka?”

„Nežertuj, Petronie, a jestliže tě mate nenucenost, s níž já sám hovořím o své touze, tedy věz, že pestrý šat zakrývá ne­jednou hluboké rány. Musím ti také řiti, že když jsem se vracel z Asie, spal jsem jednu noc v Mopsově svatyni, abych měl věštecký sen. Ve snu se mi zjevil sám Mopsos a oznámil mi, že v mém životě dojde k veliké změně, kterou způsobí láska.”

„Slyšel jsem, jak Plinius říká, že nevěří v bohy, ale věří ve sny. Je možné, že má pravdu. Mé vtipkování mi také nepře­káží, abych se občas nezamyslil nad tím, že je snad skutečně jen jedno božstvo, věčné, všemohoucí, tvořivé — Venus Genitrix. V ní jsou soustředěny duše, v ní jsou soustředěna těla a věci. Eros pozvedl svět z chaosu; učinil-li dobře, to je jiná otázka, ale je-li tomu už jednou tak, musíme uznat jeho moc, i když jí zrovana nedobrořečíme...”

„Ach Petronie! Člověk najde ve světě vždycky snadněji filosofování než dobrou radu.”

„Řekni mi tedy už jednou, co vlastně chceš?”

„Chci mít Lygii. Chci, aby tyto mé paže, které objímají nyní pouze vzduch, mohly obejmout a přitisknout na hruď ji. Chcí dýchat její dech. Kdyby byla otrokyně, dal bych za ni Aulovi sto děvčat s nohama obílenýma vápnem na znamení, že jsou vystavována na prodej poprvé. Chci ji mít ve svém domě tak dlouho, dokud má hlava nebude bílá jako vrchol Soracte v zimě.”

„Ta tvá Lygie není sice otrokyně, ale buď jak buď patří k Plautiově familii, a protože je to opuštěné dítě, nemůže být považována za alumnu. Plautius by ti ji mohl přenechat, kdyby chtêl.”

„To tedy neznáš Pomponii Graecinu. Ostatně oba k nf přilnuli jako k vlastnímu dítěti.”

„Pomponii znám. Úpiný cypřiš. Kdyby to nebyla Aulova žena, mohla by se pronajímat jako plačka. Od Juliiny smrti nesvlekla černou stolu a vůbec vypadá, jako by už zaživa cho­dila po asfodelové louce. A k tomu ke všemu je univira, je tedy mezi našimi čtyřnásobnými a pětinásobnými rozvedenkami zároveň Phoenixem... Abych nezapomněl.., Slyšel jsi, že se prý Phoenix teď někdy skutečné vylíhl v horním Egyptě? To se mu prý přiházíne častěji než jednou za pět set let.”

„Petronie! Petronie! O Phoenixovisi popovídáme někdy jindy.”

„Co já ti mohu říci, Marcu milý? Znám Aula Plautia, který si na mne do jisté míry potrpí, i když odsuzuje můj způsob života, a snad si mne váží vice než jiných, protože ví, že jsem nikdy nedonášel, jako například Domitius Afer, Tigellinus a celá ta klika Ahenobarbových přátel. Aniž jsem při tom dělal stoika, mračil jsem se nejednou nad těmi Neronovými činy, na které Seneca a Burrhus hleděli shovívavě. Jestliže si myslíš, že bych ti mohl u Aula něco vyjednat — rád ti posloužím.”

„Myslím, že bys mohl. Máš na něho vliv a nadto vládne tvůj rozum nevyčerpatelnými prostředky. Kdyby ses seznámil se situací a promluvil s Plautiem...”

,,Máš příliš dobré mínění o mém vlivu a vtipu, ale jde-li jenom o to, promluvím s Plautiem, jen co se vrátí do města.”

„Vrátil se před dvěma dny.”

,,Je-li tomu tak, půjdeme teď do triclinia, kde čeká sní­daně, a pak, až načerpáme sil, dáme se odnést k Plautiovi.”

„Měl jsem tě vždycky rád,”ozval se živě Vinicius, „ale teď dám snad ke svým lárům postavit tvou sochu — podívej se, tak krásnou, jako je tato — a budu jí přinášet obéti.”

Při těchto slovech se otočil k sochám, které zdobily celou jednu stěnu provoněné místnosti, a ukázal rukou na Petroni­ovu sochu, která ho představovala jako Herma s berlou štěstí v ruce.

Pak dodal:

„U světla Héliova! Jestliže ti byl podoben božský Alexandros — není se co divit Heleně.”

A v tomto výkrIku bylo stejně upřímnosti jako pochleben­ství, neboť Petronius, i když starší a ne tak atletické postavy, byl krásnější než Vinicius. Ženy v Římě se obdivovaly nejen jeho ostrovtipu a vkusu, který mu získal přízvisko arbiter ele­gantiarum, nýbrž i jeho tělu. Tento obdiv se zračil i v obliče­jích oněch děvčat z Kóu, která teď urovnávala záhyby jeho tógy. Jedna z nich, Euniké, jej tajně milovala a nyní mu hleděla pokorně a nadšeně do oči.

On si toho, však nevšiml; usmál se jen na Vinicia a začal mu místo odpovědi citovat Senecúv výrok o ženách:

Animal impudens... ete...”

Pak ho objal paží kolem ramen a zavedl do triclinia.

V unctuariu začaly dvě řecké dívky, frygická děvčata a dvě černošky uklízet epilichnia s vonnými mastmi. Ale vtom se za poodhrnutým závěsem frigidaria objevily hlavy balneatorů a ozvalo se tiché: „Pst!” Na toto zavolání jedna Řekyně, fry­gická děvčata a obě Ethiopky živě poskočily a zmizely v okamžení za závěsem. V thermách začínaly chvíle svévole a prosto­pášnosti, jimž inspector nebránil, protože se často sám zúčast­ňoval těch nevázaných zábav. Tušil je ostatně i Petronius, ale jako člověk shovívaný, který nerad trestá, přimhuřoval nad nimi oči.

V unctuariu zůstala jen Euniké. Chvíli naslouchala hlasům a smíchu, vzdalujícím se do laconica, a pak uchopila slonovinou a jantarem vykládanou stoličku, na níž seděl před chvílí Petronius, a postavila ji opatrně k jeho soše.

Unctuarium bylo napiněno slunečním světlem a barvami, odrážejícími se od duhových mramorů, jimiž byly obloženy stěny.

Euniké vystoupila na stoličku, a když byla stejně vysoko jako socha, objala pojednou pažemi její krk, odhodila si dozadu zlaté vlasy, a tulíc se svým růžovým tělem k bílému mramoru, vášnivě přitiskla ústa k chladným rtům Petroniovým.

 



KiadóOdeon, Praha,
Könyvoldal (tól–ig)7 – 17
Megjelenés ideje

minimap