Grynberg, Henryk: Uchodźcy

Portre of Grynberg, Henryk

Uchodźcy (Polish)

Po zainwestowaniu wszystkiego, z czym przyjechali, w owe półtora pokoiku na Cafonie mama i Uszer musieli pójść do pracy - on w serowni, ona w szwalni - która była ponad ich niemłode siły, zwłaszcza podczas chamsinów, a klimatyzacji nie było ani w serowni, ani w szwalni, ani w mieszkaniu nawet na eleganckim Cafonie, nie starczyło na to pieniędzy, nawet za krew. Postanowili więc uciekać dalej i czekali na papiery z Ameryki, gdzie mama miała dwie kuzynki, a Uszer siostrę i brata. I dlatego mama nie nalegała, żebym został.
Chciałem wracać przez Paryż. Mamy przyjaciółka przysłała mi zaproszenie, podając się za krewną. Wypełniłem długi kwestionariusz - osiem razy, bo nie wolno było przez kalkę - przypiąłem osiem fotografii, zapłaciłem czterdzieści dolarów z mamy kieszeni i po czterech tygodniach, które spędziłem w kibucu, dostałem wizę. Miałem kartę okrętową na powrót z Hajfy do Neapolu i bilet kolejowy z Neapolu do Warszawy, dokupiłem więc za trzydzieści dolarów z mamy portmonetki bilety na dodatkowy zygzak Mediolan-Paryż-Wiedeń i udałem się do Adriatiki. Statek odchodził dziewiątego i dwudziestego trzeciego lutego. Obok rozkładu rejsów widniało ogłoszenie, że Adriatica sama załatwia pasażerom wizy w ciągu czterdziestu ośmiu godzin. Poprosiłem o rezerwację na dziewiątego, bo bilet kolejowy miałem ważny do dwudziestego.
- A wizę włoską pan ma?
- Nie.
- To musi pan wpierw pójść do ambasady.
- Przecież sami załatwiacie wizy.
- Nie z pana paszportem. To może tylko ambasada.
Tel Awiw nieduże miasto, w piętnaście minut byłem w ambasadzie i wypełniłem na miejscu papiery.
- Kiedy mam przyjść po wizę?
- Za dwa tygodnie.
- Dlaczego, przecież Adriatica załatwia u was wizy w ciągu dwóch dni?
- Z polskim paszportem trzeba przez Rzym.
Pośpieszyłem do przedstawicielstwa Orbisu.
- Czy można przedłużyć bilet kolejowy?
- Nie tutaj, to może tylko Warszawa.
Pobiegłem z powrotem do ambasady.
- Niech będzie za dwa tygodnie, byle przed dwudziestym trzecim.
Włoch zajrzał do mojego paszportu.
- Ee, signore, nie możemy, pana austriacka wiza wygasa szesnastego.
Obejrzałem mój orbisowski bilet. Wypisany był kopiowym ołówkiem dwudziestego listopada z ważnością na trzy miesiące. Dopisałem więc - zwykłym ołówkiem - do zera ogonek i stał się ważny na trzy miesiące od dwudziestego dziewiątego listopada. Na tej podstawie Austria przedłużyła mi wizę tranzytową do dwudziestego ósmego lutego i wróciłem do włoskiej ambasady.
- Ee, signore, jeśli wiza austriacka wygasa dwudziestego ósmego lutego, to włoską może pan dostać tylko do dwudziestego siódmego, a pana statek dopiero wtedy Przybije do Neapolu i nie będzie czasu na przejazd przez całe Włochy.
Pobiegłem z powrotem do Orbisu.
- Co mam robić?
- Jest izraelski statek osiemnastego, Adriatica z nimi współpracuje, wypiszą panu transfer.
Pobiegłem z powrotem do Adriatiki. Włoch spojrzał na moją kartę okrętową.
- Ee, signore, to wystawiono w Warszawie, a oni sobie zastrzegają, że ich klienci mogą podróżować tylko Adriatica.
Pobiegłem z powrotem do Orbisu.
- Czy Warszawa nie robi wyjątku, jeśli ktoś nie może inaczej wrócić?
- Nie. Ale niech pan pośle im bilet ekspresem z prośbą, że bardzo pilne.
Pobiegłem z powrotem do włoskiej ambasady.
- Załatwcie mi wizę do dwudziestego siódmego lutego, będę miał nowy bilet kolejowy.
- Bene, ale senza siesta, nie będzie wolno panu się zatrzymywać.
- Bene.
Starłem ogonek z daty i wysłałem bilet ekspresem do Warszawy, do dziewczyny, której mogło zależeć, żebym wrócił. Po dziesięciu dniach dostałem nowy bilet, na jeszcze dwa miesiące. Na tej podstawie Czechosłowacja przedłużyła mi provodkę do końca marca, Austria skrzywiła się i zrobiła to samo, zostawiając mi dosyć czasu nie tylko na Paryż, ale i całą Italię, którą, jadąc w tę stronę - z pięcioma dolarami, jakie pozwolono mi wywieźć z Polski -widziałem tylko z okna pociągu pośpiesznego. Senza siesta? A co mi zrobią, jeśli się zatrzymam?
Mietek Całka, kolega z dziennikarki, który przerwał studia w połowie i przyjechał tu, żeby zostać hebrajskim pisarzem, a na razie służył w czołgach, zapisał mi nazwę kawiarni na Saint Germain, gdzie siedział codziennie Sartre, i nawet poradził, co mu powiedzieć. Hłasko zaś dał mi złożoną we czworo karteczkę dla koleżanki z dziennikarki, Agnieszki Osieckiej.
Wysłużony mały stateczek był przesiąknięty kwaśną wonią oliwek. Podróżowali nim przeważnie mężczyźni w średnim wieku, przeważnie Żydzi z Marsylii, przeważnie karciarze. Jak się dowiedzieli, że wracam do Polski, to zrobiło się zbiegowisko.
- Dlaczego?
- Po co?
- Taki młody człowiek jak ty? Zaczęli zbierać pieniądze.
- Masz, zejdź w Famaguście i wracaj do Hajfy. Uspokoili się trochę, gdy powiedziałem, że jadę przez Paryż.
- Aha, Paryż...
Wiedzieli, że z Paryża się nie wracało. Nie tylko pisarze, filmowcy, malarze. Opowiadali o dziewczynie z komunistycznej rodziny, która też przyjechała tylko w odwiedziny, ale jak zobaczyła Paryż, to powiedziała: Ja się stąd nigdzie nie ruszam! Zostawiła w Warszawie narzeczonego u progu uniwersyteckiej kariery i wyszła za szefa kuchni z północnych Włoch. Z Paryża nie wracali nawet komuniści, bo dużo lepiej być komunistą w Paryżu niż w Warszawie.



Flüchtlinge (German)

Nachdem wir alles, womit wir gekommen waren, für die anderthalb Zimmer auf der Cafona ausgegeben hatten, mussten Mama und Uszer arbeiten gehen – er in einer Käserei, sie in einer Schneiderei – was deutlich über ihre nicht mehr jugendlichen Kräfte ging, vor allem während des Kamsins. Eine Klimaanlage gab es weder in der Käserei, noch in der Schneiderei, noch nicht einmal in der Wohnung auf der noblen Cafona, dafür reichte das Geld nicht, nicht ums Verrecken. Also beschlossen sie, ihre Flucht fortzusetzen und warteten auf die Papiere aus Amerika, wo Mama zwei Kusinen und Uszer eine Schwester und einen Bruder hatte. Und deswegen bestand Mama auch nicht darauf, dass ich bleiben solle.
Ich wollte über Paris zurückfahren. Eine Freundin von Mama schickte mir eine Einladung, in der sie sich als Verwandte ausgab. Ich füllte einen langen Fragebogen aus – acht mal, weil man keine Durchschläge machen durfte – legte acht Fotografien bei, bezahlte 40 Dollar aus Mamas Tasche und nach vier Wochen, die ich in einem Kibbuz verbracht hatte, erhielt ich mein Visum. Ich hatte eine Schiffskarte für die Rückfahrt von Haifa nach Neapel und ein Zugticket von Neapel nach Warschau, also kaufte ich mir für dreißig Dollar aus Mamas Portemonnaie die Fahrkarten für den zusätzlichen Schlenker Mailand-Paris-Wien und begab mich zur Adriatica. Das Schiff sollte am neunten und am dreiundzwanzigsten Februar auslaufen. Neben dem Fahrplan hing ein Anschlag, auf dem stand, dass die Adriatica ihren Fahrgästen innerhalb von achtundvierzig Stunden ein Visum beschaffe. Ich bat um eine Reservierung für den neunten, da mein Zugticket nur bis zum zwanzigsten gültig war.
- Sie haben ein italienisches Visum?
- Nein.
- Dann müssen Sie zuerst zur Botschaft.
- Aber Sie beschaffen einem doch das Visum.
- Nicht mit Ihrem Pass. Das kann nur die Botschaft.
Tel Aviv ist keine große Stadt, fünfzehn Minuten später stand ich in der Botschaft und füllte die Papiere gleich an Ort und Stelle aus.
- Wann kann ich mein Visum abholen?
- In zwei Wochen.
- Warum dauert das so lange? Die Adriatica beschafft einem ein Visum innerhalb von zwei Tagen.
- Polnische Pässe müssen über Rom.
Ich eilte zur Orbis-Vertretung.
- Kann ich meine Eisenbahnfahrkarte verlängern?
- Nicht bei uns, das kann nur Warschau.
Ich rannte zurück zur Botschaft.
- Gut, dann eben in zwei Wochen. Hauptsache noch vor dem dreiundzwanzigsten.
Der Italiener schaute in meinen Pass.
- Ee, signore, das können wir nicht, ihr österreichisches Visum läuft am sechzehnten ab.
Ich besah mir meine Fahrkarte. Sie war am zwanzigsten November ausgestellt worden – das Datum war mit einem Kopierstift eingetragen – und drei Monate lang gültig. Ich zeichnete also – mit einem gewöhnlichen Bleistift – ein Schwänzchen an die Null, wodurch sie drei Monate lang ab dem neunundzwanzigsten November gültig wurde. Daraufhin verlängerte Österreich mein Visum bis zum achtundzwanzigsten Februar und ich kehrte in die italienische Botschaft zurück.
- Ee, signore, wenn Ihr österreichisches Visum am achtundzwanzigsten Februar abläuft, dann können wir Ihnen nur ein italienisches bis zum siebenundzwanzigsten ausstellen, aber da legt Ihr Schiff gerade erst in Neapel an und sie schaffen es nicht mehr bis zur österreichischen Grenze.
Ich rannte zurück zur Orbis-Vertretung.
- Was soll ich tun?
- Es gibt ein israelisches Schiff, das am achtzehnten ablegt, die Adriatica arbeitet mit ihnen zusammen. Sie können sich umbuchen lassen.
Ich rannte zurück zur Adriatica. Der Italiener warf einen Blick auf meine Schiffskarte.
- Ee, signore, die ist in Warschau ausgestellt, sie bestehen ausdrücklich darauf, dass ihre Passagiere ausschließlich mit der Adriatica reisen.
Ich rannte zurück zur Orbis-Vertretung.
- Macht Warschau vielleicht eine Ausnahme, wenn jemand keine andere Möglichkeit hat zurückzukehren?
- Nein. Aber schicken Sie ihnen Ihre Fahrkarte mit der Eilpost und schreiben Sie, dass es dringend ist.
Ich rannte zurück zur italienischen Botschaft.
- Stellen Sie mir das Visum bis zum siebenundzwanzigsten aus, ich bekomme eine neue Zugfahrkarte.
- Bene, ale senza siesta, sie dürfen unterwegs nicht Halt machen.
- Bene.
Ich radierte das Schwänzchen aus dem Datum und schickte die Fahrkarte mit der Eilpost nach Warschau, an die Adresse einer Freundin, der möglicherweise etwas an meiner Rückkehr liegen würde. Nach zehn Tagen erhielt ich meine neue Fahrkarte, die noch ganze zwei Monate lang gültig war. Daraufhin verlängerte die Tschechoslowakei meine Provodka bis Ende März, Österreich verzog zwar das Gesicht, tat jedoch das Gleiche und ließ mir reichlich Zeit, nicht nur für Paris sondern für ganz Italien, das ich auf der Hinfahrt – mit den fünf Dollar, die ich aus Polen hatte ausführen dürfen – lediglich durch das Fenster meines Expresszuges gesehen hatte. Senza sie¬sta? Und was passiert, wenn ich doch anhalte?
Mietek Całka, ein ehemaliger Kollege von der Journalistischen Fakultät, der sein Studium mittendrin abgebrochen hatte und nach Israel gekommen war um ein jüdischer Schriftsteller zu werden, vorerst jedoch Dienst in einer Panzerstaffel leistete, schrieb mir auf ein Stück Papier den Namen eines Cafés in Saint Germain, in dem sich Sartre angeblich jeden Tag aufhielt, und gab mir sogar Ratschläge, was ich zu ihm sagen sollte. Hłasko wiederum gab mir einen doppelt gefalteten Zettel für eine andere Kollegin von der Journalistik, Agnieszka Osiecka.
Das altgediente, kleine Schiff war von einem säuerlichen Olivengeruch durchdrungen. Die meisten der Passagiere waren Männer im mittleren Alter, die meisten Juden aus Marseille, die meisten begeisterte Kartenspieler. Als sie erfuhren, dass ich nach Polen zurück wollte, kam es zu einem Tumult.
- Warum?
- Weswegen?
- Ein junger Mann wie du?
Einige begannen Geld zu sammeln.
- Hier hast du, geh in Famagusta von Bord und fahr zurück nach Haifa.
Sie beruhigten sich ein wenig, als ich ihnen sagte, ich fahre über Paris.
- Ach so, Paris...
Sie wussten, dass man aus Paris nicht zurückkehrte. Das galt nicht nur für Schriftsteller, Filmemacher oder Maler. Sie erzählten mir von einem Mädchen aus einer kommunistischen Familie, das auch nur jemanden besuchen wollte, doch kaum hatte sie Paris gesehen auch schon ausrief: Hier kriegt mich keiner mehr weg! Sie ließ ihren Verlobten, der am Anfang einer großen akademischen Karriere stand, in Warschau zurück und heiratete einen süditalienischen Küchenchef. Aus Paris kehrten nicht einmal die Kommunisten zurück, denn es war viel besser ein Kommunist in Paris zu sein als in Warschau.



minimap